Podróż zwana życiem

Lubię myśleć o życiu jako podróży, Wiem że to banał, ale lubię banały. 

Nigdy nie byłam dobra w wyznaczaniu celu, zwykle jednak przeczuwałam kierunek w którym chcę zmierzać. Zawsze gdzieś z tyłu głowy mam myśl, co chcę po sobie pozostawić. Pozostawić nie w znaczeniu materialnym, a w sensie wrażeń, uczuć, skojarzeń.

Pierwszy etap podróży nie jest naszym wyborem. To rodzice nas w nią zabierają i to oni wyznaczają kierunek, drogę, środki komunikacji. My jesteśmy jedynie obserwatorami i kolekcjonerami pamiątek, które odkładamy skrupulatnie w pokojach pamięci.  Im dłużej trwa podróż, tym tych pamiątek jest więcej. Jedne  są dla nas cenne, inne mniej, jeszcze o innych nie chcemy pamiętać, a niektóre wręcz leżą zakopane gdzieś głęboko w pokoju niepamięci. Z czasem wspomnienia nas zawodzą a historie zaczynają żyć własnym „dorosłym” życiem.

Tak naprawdę przechowujemy jedynie naszą własną interpretację wspomnień, naszą  impresję zdarzenia. Niektóre z nich spychamy w niepamięć, choć one nie znikają tylko siedzą przyczajone w podświadomości. Innym, z jakiegoś powodu nadajemy dużą wagę i w dorosłym życiu wynosimy je na piedestał naszych wspomnień. Często są one źródłem naszej dumy, siły, radości. Czasem cierpienia bólu i złości. 

Każdy ma swój własny piedestał a na nim swoje trofea.  Jesteśmy różni, mamy za sobą różne podróże z innymi przewodnikami, w odmienne miejsca a co ważniejsze, przywieźliśmy z nich różne emocje i odczucia. Niektórzy z nas byli w piekle, a mimo wszystko jako dorośli dają sobie radę. Inni mieli tzw szczęśliwe dzieciństwo a jednak jako dorośli potrzebują wsparcia, zrozumienia, pomocy, nowej perspektywy. Potrzebują zajrzeć do swojego osobistego albumu pamięci po to by, pewne wspomnienia na nowo zrozumieć, przedefiniować. Niektóre znikną, inne nabiorą nowego znaczenia, znajdą nowe miejsce w pokoju pamięci, pojawią się też nowe wspomnienia. A właściwe to wciąż będą jedynie interpretacje wspomnień.