GOTOWOŚĆ

GOTOWOŚĆ – ostatnio to słowo przyciąga mnie częściej niż zwykle. Wiadomo, słowa mają znaczenie. Co zatem znaczy – gotowość?

Jest niezbędna, gdy chcemy dokonywać zmian, przełomów, odkryć.

Jest potrzebna by brać i dawać.

Bez niej niemożliwy byłby rozwój.

„Słownik języka polskiego” tak oto definiuje słowo – gotowość:

1. «stan pogotowia»

2. «stan należytego przygotowania do czegoś»

3. «zdecydowanie się na coś»

4. gotowość pamięci «zdolność wywoływania przypomnień wtedy, gdy są potrzebne».

Kiedy przyglądam się swojemu życiu przez pryzmat gotowości, wyraźnie widzę jak to, ile i jak możemy zrobić, jest wprost proporcjonalne do tego, jaką mamy w sobie gotowość. Przez bardzo długi czas od momentu podjęcia decyzji o zmianie swojego życia, mam wrażenie, że byłam w gotowości rozumianej jako stan pogotowia.   To były lata poszukiwań, sprawdzania, dotykania różnych tematów, poznawania siebie. Czasem też działań doraźnych. Ale też ucieczki od tego, czego nie chcę. Co jakiś czas myślałam, że to JUŻ, że znalazłam to czego szukałam, ale wkrótce okazywało się, że to jednak nie to, więc próbowałam dalej. Ten pierwszy etap, to taki czas w którym widzisz, że masz przed sobą ocean, który skrywa skarby i tajemnice, ale ty póki co, masz odwagę jedynie pływać na powierzchni, no może czasem zanurzyć głowę. Jednak ten etap, jest niezbędny by zanurkować głębiej, zwłaszcza że już wtedy czułam, że chcę wspierać innych w tej podróży. Odważyłam się zrobić krok dalej, mierząc się z lękiem, zwątpieniem, nadzieją, euforią, wstydem. Aż przyszedł moment -gotowość – zdecydowania się na coś. To było poznanie Tre®. Dzięki tej metodzie odważyłam się zanurkować w siebie nieco głębiej. To co zobaczyłam, a raczej poczułam, nie zawsze było piękne. Było wiele trudnych momentów, ale to była i jest fascynująca przygoda. Tre® stało się też moją ścieżką zawodową, więc w jakimś sensie stałam się gotowa do pracy z innymi. W jakimś sensie, bo własny rozwój jest wciąż niezbędny. Potem pojawiła się też medytacja, Access Bars®, które wzbogaciły moją drogę.  Mogłabym pozostać już w tym miejscu, ale przewrotna gotowość dała o sobie znać, zejdź jeszcze głębiej, sprawdź co tam jest, szeptała mi do ucha. Więc sprawdzam we własnej terapii w nurcie bioenergetyki A.Lowena. To najtrudniejszy etap, ale jednocześnie fascynujący i wyraźnie widzę, jak to co zmienia się we mnie, wpływa na moją zewnętrzną rzeczywistość. Na to co przynosi życie i co mogę przyjąć, pomieścić, udźwignąć i ponieść dalej w świat.

Często gdy przychodzą do mnie nowi klienci chcą zapewnienia, że odniosą konkretne korzyści ze stosowania metod, które oferuję. Najlepiej z konkretnym określeniem ile problemów  i w jak krótkim czasie sobie rozwiążą. Oczywiście nie mówią tego wprost, ale często to jest ukryta motywacja do działania. Na takie oczekiwanie, może być jedna odpowiedź: Nie wiem. To zależy od wagi i głębi problemów, ale też od gotowości klienta.

Gdy piszę te słowa przypominają mi się dwa wydarzenia z mojego życia. 

Kilka lat temu byliśmy ze znajomymi na wycieczce w Skalnym Mieście – niezwykłym skalnym labiryncie. Jeden kolega po chwili oglądania skał, stwierdził, że może już zakończyć zwiedzanie. Uznał, że wszystko jest do siebie podobne i nie ma sensu się męczyć, to mu wystarczy. Jego wola i prawo. Wziął z tego doświadczenia ile chciał i ile mógł. Na tyle miał gotowość. 

Turysta vs przewodnik.

To prowadzi mnie do jeszcze jednej refleksji, że znam wielu  tzw. „pomagaczy”, którzy są turystami, którzy odbywają tylko takie wycieczki i bardzo szybko zostają przewodnikami. Prowadzą ludzi w miejsca, w których sami nigdy nie byli. Wchodzą w rolę tych, co wiedzą lepiej i z piedestału swego Ego nauczają innych.

Tak, byłam w Luwrze.

Z okazji 20 rocznicy ślubu, córki zorganizowały nam wypad do Paryża. Obowiązkowym punktem programu było zwiedzanie Luwru, na co bardzo czekałam i cieszyłam się z tego,  chociaż nie jestem typem muzealnego mola. Pierwszą ekspozycję oglądałam z uczuciem fascynacji i podniecenia. W miarę zwiedzania entuzjazm ustępował miejsca obojętności, znudzeniu. Tak się dzieje, gdy chcemy zrobić coś zbyt szybko i zachłannie, oczekując samych fajerwerków. Mamy określoną chłonność i  pojemność. Można oczywiście w ciągu jednego dnia przebiec przez całe muzeum, albo jak mój kolega w Skalnym Mieście zobaczyć fragment, a potem opowiadać, że zwiedziło się Luwr. Można też wybrać inną opcję. Oglądać wystawy po kawałeczku. Wracać do muzeum kilka razy i chłonąć emocje wypełniające to miejsce. To  jest nasz wybór i  także nasza gotowość.

I jeszcze jedno.

GOTOWY/A? do biegu … START!

Nie, to nie jest wyścig, meta nie istnieje, to raczej podróż w nieznane z mapą, która nieustannie wymaga aktualizacji.